środa, 10 października 2018

Cóż to za klej do ust?! Maybelline - Super Stay Matte Ink pomadka długotrwała w płynie: Lover, Globetrotter, Seductress i Poet


Dziś mam dla was nietypowy post, bo jest to recenzja łączona, napisana wspólnie z GlamGirl. Nasze zdania często są różne i uznałyśmy, że taki łączony post będzie interesujący, bo będziecie mogły poznać więcej niż tylko jedną opinię. U mnie możecie przeczytać o pomadkach Matte Ink marki Maybelline, z kolei u GlamGirl pojawi się post o bronzerach czekoladkach z Lovely.



Zacznę od swojej opinii na temat tych pomadek. Posiadane przeze mnie odcienie to : Globetrotter (nr 135), Seductress (nr 65) Lover (nr 15) i Poet (nr 50). Opakowania są ładne, ich design jest prosty, ale jest coś eleganckiego i ciekawego w tej prostocie.



Aplikator jest wygodny, swoim kształtem przypomina ten w pomadkach Les Chocolats marki L'Oreal Paris, o których niedawno dla was pisałam. Jednak nie jest zakrzywiony, lecz prosty.


Pigmentacja pomadek jest zadowalająca, jedna warstwa wystarcza, aby pokryć w pełni usta wybranym kolorem. Pomadki nieco ściągają wargi, ale nie przesuszają ich tak bardzo, jak robią to niektóre matowe szminki. Mocno podkreślają fakturę ust, dlatego warto zadbać o ich odpowiednie nawilżenie. Ich formuła jest klejąca i ta lepkość niestety nie zanika, lecz towarzyszy nam aż do zmycia makijażu. 

Wykończenie pomadek jest satynowe, nie jest to stuprocentowy, toporny mat. Trwałość pomadek pozostawia wiele do życzenia - mimo tego, że moje usta są zadbane i odpowiednio nawilżone, pomadki schodzą z nich w bardzo brzydki i nierównomierny sposób. Wycierają się, wykruszają, co wygląda bardzo nieestetycznie. Robią tak zarówno po posiłkach suchych, jak i tłustych. Przy czym po tłustawych daniach wygląda lepiej, bo linia między naturalnym kolorem ust a pomadką jest łagodniejsza, przy wytarciu bardziej mechanicznym, np. po zjedzeniu bułki, pomadka wygląda fatalnie. Z resztą, same zobaczcie jak prezentuje się po raptem 4 godzinach (!): 



A teraz oddaję głos GlamGirl: 

Cześć Wam! 
Może zacznę od krótkiego przedstawienia się. Jestem Aneta, a piszę pod pseudonimem GlamGirl. Interesuję się wizażem, modą i fotografią. Z Kamilą podzielamy fioła na punkcie makijażu i osobiście nie wyobrażam sobie tygodnia bez wymiany wiadomości. Lubię jej bloga za szczerość i niepowtarzalność, ma swój styl, nie udaje nikogo. Na pewno na początku wytłumaczyła Wam, dlaczego nagle zmienia się osoba pisząca :). 

Przejdźmy do mojej opinii. Bardzo podoba mi się opakowanie - jest proste, eleganckie i kolor nie jest przekłamany względem zawartości. Serduszkowy aplikator pozwala na dokładne wyrysowanie konturu ust. Konsystencja pomadki jest gęsta. Ogólnie nie przepadam za musami, a biorąc pod uwagę, że na początku się klei, nie wróżyłam jej dobrej przyszłości. Na pierwszy ogień rzuciłam ją na głęboką wodę. Pomalowałam nią usta przed weselem, na które się wybierałam. Pomadka wytrzymała w idealnym stanie od trzynastej do pierwszej w nocy, bez najmniejszych poprawek. Nie oszczędzałam jej, bo na takiej uczcie się nie da. Przetrzymała rosół, drugie danie, napoje, przystawki, ciasto itd... Przez swoją trwałość nie jest to pomadka nawilżająca usta. Moich nie przesuszyła, bo rzadko, która to robi. Maybelline Matte Ink to tatuaż dla ust, nie tylko na wielkie okazje, ale na każdy dzień, gdy nie mamy czasu, by przejmować się poprawkami i zastanawianiem się, czy przypadkiem nie przeniosła się na zęby. Uwielbiam ją i czekam na większą gamę kolorystyczną. Póki co mam odcień Lover i Seductress, jak dla mnie to idealne kolory na co dzień. Skuszę się jeszcze na czerwień i oczekuję pięknego brązu. Obecnie, na promocji w Rossmannie dostaniecie ją za 17 zł, czyli tyle co na internecie w drogeriach z najniższymi cenami i promocjami. Myślę, że to genialna cena, jak na tak fajny produkt.




Jak widać, nasze opinie nieco się różnią. Ciężko powiedzieć, czy to kwestia tego, że np. pojedyncze produkty różnią się swą jakością, że trafiłyśmy na różne jakościowo partie. Nie świadczyłoby to zbyt dobrze o tych pomadkach. Nie są to tragiczne produkty, ale osobiście uważam, że nie ma w nich niczego genialnego. Za te kilkanaście złotych można je kupić, bo ich jakość jest zbliżona do innych, matowych pomadek w płynie, jak chociażby te z Golden Rose czy Lovely. Pełnej ceny nie są warte. Mnie przekonuje do nich jedynie gama kolorystyczna - odcienie są piękne, szczególnie Poet kupił moje serce
Udostępnij

38 komentarzy :

  1. Zastanawiam się co jest powodem, że te pomadki u jednym sprawdzają się genialnie, a u innych tragicznie. Muszę przyznać, że bardzo mnie kusiły, ale jednak odpuszczam, zostanę przy sprawdzonych pomadkach z Golden Rose.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to ciekawi. Wątpię żeby to była kwestia złej partii. Jeden kolor mógłby nie zagrać ale kilka, to już nie możliwe. Tez bardzo lubię golden rose i z tymi nie da się ich porównać są bardzo inne ☺

      Usuń
  2. Wyglądają ciekawie, bardzo ładne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też słyszałam na ich temat skrajnie różne opinie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem w teamie fanow tej pomadki hihihi mam dwa kolorki i checi na wiecej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnym przypadkiem choć i nas to normalne w obu się nie zgodziłyśmy 😁. I każdej z nas jeden się sprawdził i jeden nie ☺. Musimy razem przetestować coś bardzo kultowego co nie ma złych opinii, ciekawe jakie byłyby nasze zdania 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, prawda. Ale jest to ogólnie ciekawe, żaden ze mnie chemik, ale zastanawia mnie, czy może być to kwestia samych ust? No bo np. ze skórą zależnie od pH niektóre podkłady ciemnieją w różnym stopniu (oczywiście mówię tu o takich, które rzeczywiście oksydują od pH co widać po tym, ze np na dłoni ma inny kolor, a na twarzy inny, a nie o podkładach, którym wystarczy kontakt z powietrzem, żeby były brązowe, bo są po prostu słabe...), u jednych trochę, a u innych o kilka tonów i zastanawia mnie, czy może być podobnie z pomadkami?

      Haha, prawda, byłoby to ciekawe!

      Usuń
    2. Może i chodzi o ph. Bardzo dziwna sprawa :D

      Usuń
  6. No aż dziwne, że macie aż tak różne opinie - ale wiadomo co człowiek to opinia :D Jednak jako, że nie jestem fanką makijażu tz. taką maniaczką rasową, to sobie chyba je odpuszczę. Twoje zdjęcia pokazujące jak brzydko się zjada mnie przekonało! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze że mam nudziaka nie będzie aż tak kuło w oczy jak się zje 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie kolor na zdjęciu to też nudziak, ale odcina się niestety, bo wpada w brąz, a moje usta są jednak różowe :D

      Usuń
  8. Ja zgadzam się z Twoją opinią - z moich ust zjadają się paskudnie i kompletnie nie potrafię zrozumieć, czemu u jednych są hitem, a u innych zachowują się tak nieładnie. Ale kolory ciekawe, to prawda, choć trochę nie ogarniam dlaczego do Polski trafiła tylko część kolorów i to w większości raczej tych nietypowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, okropne są. Ja używam ich tylko na krótkie wyjścia, bo po poprawkach robi się skorupa.

      To swoją drogą, ale podobnie jest z pomadkami Les Chocolats - ogólnie jest 12 kolorów, do nas trafiło 6.

      Usuń
  9. Dzisiaj wypróbowałam tą pomadkę i nie wytrzymała przy jedzeniu . Starła się prawie cała. Za to przy tym jak piłam że słomki, to wytrzymała. I tak lepi się co może być nie fajne. Ale pomimo to lubię ją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też mam takie mieszane uczucia - lubię ją za kolory i pigmentację, nie lubię za trwałość (a raczej jej brak)

      Usuń
  10. Jestem wręcz w szoku jak dużo dziewczyn tu pisze że im też schodzi z ust. U mnie zachowuje się jak tatuaż i nawet rosół z nią nie wygrał... Nie wiem, dziwne to jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może rzeczywiście mają lepsze i gorsze partie? U mnie dobrze trzyma się tylko Lover, a pozostałe kolory to porażka :/

      Usuń
  11. Zdecydowałabym się na nie bez większego zastanowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze się z nimi nie spotkałam... ale to co piszesz o tych pomadkach bardzo kusi!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdecydowanie wolę jak pomadka jednak zastyga. Nie lubię mieć klejących ust;) Świetny pomysł z tą formą wpisu łączonego - dwa w jednym - dwie niezależne ale i rzetelne opinie:)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowne kolory! :) Lubię tak sobie popatrzeć na nowości :) Jednak jako minimalistka posiadam jedną pomadkę Mac Velvet Teddy i ona jest wszystkim tym czego potrzebuję <3 wygląda wspaniale do każdego makijażu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wciąż spotykam się z różnymi opiniami na ich temat - jedni je chwalą, inni odradzają i chyba powinno mnie ciekawić, do której grupy bym należała, ale jakoś nie mam ochoty ich testować. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę sama wypróbować i zobaczyć jak u mnie będą sie sprawdzać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam je ;) matowa pomadka w płynie zawsze ma honorowe miejsce w mojej kosmetyczce. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A czytałam o nich tyle pozytywnych opinii. Jak to zwykle bywa, trzeba wypróbować na sobie :) Podobają mi się dwa kolorki :)
    Oczywiście dołączam do grona obserwatorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :) no niestety... Sama jestem z nich średnio zadowolona.

      Usuń
  19. Jasny róż i brzoskwinka wyglądają bardzo ładnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kusiły mnie, ale formuła i efekt końcowy nie zachwycają ;/

    OdpowiedzUsuń
  21. Kolory mają piękne, ale skoro się tak paskudnie zjadają to chyba sobie darujemy :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Słyszałam same pozytywne opinie na ich temat, a tu proszę :o
    Chyba muszę po prostu kupić jedną i spróbować, jak to będzie u mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie! Staram się odwdzięczać za wszystkie komentarze :)

Zgodnie z rozporządzeniem RODO zostawiając komentarz zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na temat przetwarzania twoich danych osobowych wejdź w link "Polityka Prywatności" w prawej kolumnie bloga.

Designed by Blokotek. All rights reserved.