czerwca 22, 2017

Ryżowy mat! Wibo: Rice Powder

Ryżowy mat! Wibo: Rice Powder


Pudry ryżowe słyną z tego, że utrzymują nieskazitelny mat na długo, co wynika z ich właściwości - absorbują sebum wydzielane w ciągu dnia. Z tego powodu są polecane posiadaczkom cery tłustej i mieszanej (jednocześnie nie powinno się ich nakładać w okolicę pod oczami, bo mogą ją przesuszyć).

Produkt
Puder ryżowy z wibo jest w sklepach dostępny od kilku miesięcy. Postanowiłam go kupić, ponieważ wcześniej miałam już inne pudry tej firmy i bardzo dobrze mi się z nimi pracowało. Produkt jest transparenty, więc poprawnie nałożony (po prostu bez przesadnej ilości) nie będzie bielił twarzy, a sypka forma pozwala nam na lepszą kontrolę przy nabieraniu produktu na pędzel/gąbeczkę. Kosmetyk, podobnie jak puder bananowy, jest zamknięty w małym i lekkim plastikowym słoiczku.

 

Aplikacja
Jak już wspomniałam, to puder w formie sypkiej, czyli w mojej opinii najlepszej, jaką może mieć puder. Kosmetyk nie pyli się jakoś specjalnie, zachowuje się w granicach pudrowej normy. Opakowanie posiada dziurki, które pozwalają dozować produkt np. na wieczko. Aplikację uprzyjemnia zapach pudru - słodki, ale nie drażniący, osobiście uważam, że jest delikatny i bardzo ładny. Nie zauważyłam, aby puder należał do tych wybrednych - u mnie współgrał z każdym podkładem, nie ważąc się, ani nie tworząc ciastka.

 


Działanie
Matuje, ale nie ma szału w tej kwestii - nie jest to wybitnie długotrwały mat. Sama nie wiem, czy to jego minus, bo jak na puder ryżowy jest bardzo delikatny, dzięki czemu można spokojnie nakładać go także pod oczy i nie przesuszy tej wrażliwej okolicy (potwierdzone info - sama tak robię, bo nie chce mi się bawić z dwoma pudrami). W związku z tym mam mieszane uczucia, bo z jednej strony nie utrzymuje matu tak dobrze, jak inne pudry ryżowe, ale jednocześnie jest od nich delikatniejszy dla skóry.

Na twarzy wygląda ładnie i naturalnie, nie tworzy efektu maski, a po kilku godzinach zaczyna się błyszczeć, ale nie wygląda jakoś nieestetycznie. A po zdjęciu nadmiaru sebum np. chusteczką, można spokojnie twarz przypudrować, a na skórze wciąż nie będzie żadnych podkładowo-pudrowych grudek. 


Skład
Skład, jak na drogeryjny, prezentuje się naprawdę nieźle. Jest ultra krótki, a na pierwszym miejscu rzeczywiście jest ryż (a konkretniej skrobia z ryżu). Pod tym względem prezentuje się lepiej od popularnej ecocery, która wcale nie jest taka eko* ;). Nie jest idealnie - Caprylyl Glycol podejrzewa się o komedogenność (czyli zapychanie, ale ja osobiście nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków używania tego ryżu, a moja cera bardzo lubi się zapychać...). Z kolei Phenoxyethanol to średnio przyjemny konserwant, podejrzewany o negatywny wpływ na układ nerwowy. Jak już mówiłam - nie ma więc cudu, ale szczerze uważam, że jak na kosmetyk typowo drogeryjny, w dodatku marki, która nigdy nie aspirowała do naturalnej, jest naprawdę dobrze. Nie czarujmy się, wibo to rossmannowska taniocha, a skład tego pudru jest chyba najlepszy wśród wszystkich tego typu produktów w tej drogerii...

Pełen skład: Oryza Sativa Starch, Magnesium Stearate, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol.

*Puder z ecocery ma bardzo zbliżony skład, ale nie posiada... ryżu. Podczas gdy w Wibo znajduje się skrobia z ryżu siewnego, w ecocerze znajduje sie Dimethylimidazolidinone Rice Starch, czyli produkt otrzymywany w reakcji skrobi ryżowej z innymi związkami (a do tego również ma w składzie Phenoxyethano). Słowem: oba pudry są do siebie bardzo zbliżone, ale Wibo ma jednak więcej wspólnego z pudrem ryżowym.



Podsumowanie
Ja po ten puder będę sięgać, bo z naturalną kolorówką wciąż mam na bakier i jestem w fazie (rozczarowujących) eksperymentów. Ten produkt nie jest bez skazy, ale jak na kosmetyk do makijażu, który nie jest naturalny ani mineralny i tak jest w porządku. Na jego korzyść przemawia także cena i dostępność. Jeżeli ktoś szuka matu od rana do wieczora może się rozczarować, ale wydaje mi się, że większość z osób, które po niego sięgną, będzie zadowolona, bo to bardzo przyjemny produkt. Mogę go szczerze polecić do codziennego użytku, bo sama jestem z niego zadowolona.

Któraś z was miała już w rękach tę ryżówkę od wibo? A może macie jakichś innych ryżowych ulubieńców? O bambusowych też chętnie posłucham :)

czerwca 19, 2017

Czarno to widzę... PILATEN: Suction Black mask

Czarno to widzę... PILATEN: Suction Black mask

Początkowo nie dałam się ponieść internetowemu hitowi, który jakiś czas temu budził ogromne emocje w internecie, niedawno jednak za poleceniem ekspedientki z Hebe trafiła w moje ręce osławiona już czarna maska okrzyknięta wybawicielem od wągrów.

Produkt
To maseczka typu peel-off, czyli zasychająca na twarzy, a po zastygnięciu gotowa do ściągnięcia, co należy zrobić poprzez odklejanie jej od skóry. Maska ta jest produktem azjatyckim, ale, co ciekawe, nie koreańskim, jak większość hitów z Azji, lecz chińskim.


Aplikacja
Maskę przeciw zaskórnikom powinno się aplikować na odpowiednio przygotowaną skórę, czyli po tzw. parówce lub chociaż przemyciu ciepłą wodą, aby otworzyć i rozszerzyć pory. Ja stawiam jednak na gorącą parę wodną, bo daje lepszy efekt. Na rozpulchnioną ciepłem twarz możemy nałożyć maseczkę. Jest ona bardzo gęsta, w związku z czym lepiej sprawdzi się cienka warstwa. W teorii można ją nakładać na całą twarz, ja jednak rozłożyłam ją częściowo, na trzech najbardziej problematycznych partiach: czole, nosie i brodzie. Zdecydowałam się na ten sposób dlatego, że tę maskę zrywamy, a ma ona za zadanie przylepienie się do skóry i wyciągnięcie zaskórników, poprzez, tak de facto, „wyrwanie” ich. W ten sam sposób możemy niechcący wydepilować sobie twarz, a że ja posiadam tylko niewidoczny i bardzo delikatny meszek, nie mam czego depilować i nie chcę tego zmieniać ;)
 
 

Według zaleceń producenta maseczkę powinno się trzymać na skórze od 10 do 15 minut. Ja dwa razy trzymałam ją przez zalecany czas, a raz dałam jej pół godziny. Po upływie wyznaczonego czasu maska jest zaschnięta na twarzy (przez co ściąga nieco skórę) i gotowa do zerwania. Odchodzi dosyć gładko i bezboleśnie, niemal w całości, pozostawiając jedynie minimalne resztki na skórze.

Działanie
Jak już mówiłam, maska ma teoretycznie wyciągnąć z naszej twarzy wągry i pozostawić naszą cerę czystą i gładką. Ja zadbałam o odpowiednie przygotowanie swojej cery przed nałożeniem maski (oczyszczanie+parówka), a jednak jej efekt mnie nie porwał. Fakt, coś tam wyciągnęła, ale nie za dużo. Sytuacja wyglądała tak samo zarówno, gdy trzymałam ją przez czas wyznaczony przez producenta, jak i dłużej, oraz kiedy stopniowałam jej ilość, stosując cieńszą i grubszą warstwę. Muszę przyznać, że skóra rzeczywiście jest po niej nieco milsza w dotyku, ale nie zasługuje na miano zabójcy zaskórników. Rozczarowałam się.


Skład
No cóż, nie ma tu się co oszukiwać, wykonanie zgodne ze stereotypem na temat rzeczy pochodzenia chińskiego - kiepskie. Skład to niemal sama chemia, nic godnego uwagi. Przypomina bardziej klej, niż maseczkę. Nic dziwnego - mamy w niej składnik klejów i lakierów (Polyvinyl alcohol), konserwanty, syntetyczny barwnik. To dobry przykład tego, że nie warto sugerować się długością składu, bo choć w większości wypadków rzeczywiście im krótszy skład, tym treściwszy, to jednak zdarzają się wyjątki potwierdzające regułę, jak ten tutaj.

Pełen skład: Water, Polyvinyl alcohol, The Daily Dye, Glycerol, Propylene Glycol, The Diazonium Imidazolidinyl Urea, Iodopropynyl butyl Carbamate, Glycol, Flavor


Podsumowanie
Osobiście nie polecam, zawiodłam się mocno. Być może miałam zbyt wygórowane oczekiwania, ale spowodowały to wszechobecne ochy i achy, do których źródła nie widzę. Szczerze? Chyba wywalę ją do kosza, bo dużo zabawy, a efekty niemal żadne. 

Oczywiście może to być kwestia skóry, ale... zaciekawionym radzę zakupić opakowanie węgla aktywnego w aptece i odpowiednio rozrobić tabletkę z wodą i żelatynką. Skutek będzie taki sam, skład nieco lepszy, a koszt groszowy.

Któraś z was miała tę maskę i należy do grona zachwyconych (w takim wypadku zazdroszczę, bo u mnie niestety problem zaskórników będzie miał się dobrze...)? A może niestety z przykrością stwierdziłyście, że to jednak bardziej kit, niż hit, tak jak ja?

Cena: 15-20zł 
Pojemność: 60g

czerwca 14, 2017

Kolejne aloesowelove? Nie tym razem... L'biotica: Maska aloesowa

Kolejne aloesowelove? Nie tym razem... L'biotica: Maska aloesowa

Maseczki w płachcie to moja miłość (do czego przyczyniły się maseczki koreańskie), dlatego chętnie próbuję różnych wersji dostępnych na rynku. Tym razem sięgnęłam do rodzimej firmy - L'biotici. Skusiłam się na wersję aloesową i węglową korzystając z promocji w Hebe, kupując je za połowę wcale niemałej ceny (regularna wynosi 20zł).

Produkt
Najpierw zdecydowałam się na wersję aloesową, która ma za zadanie oczyścić i jednocześnie zregenerować naszą skórę. Producent obiecuje, że efekt będzie widoczny już po pierwszym użyciu, jednakże zabieg dla optymalnego i trwałego efektu powinno powtarzać się 1-2 razy w tygodniu, czyli tyle, ile ogólnie powinno się stosować maseczki. 

Maska jest zapakowana podwójnie - z wierzchu znajduje się karton będący osłoną dla właściwej torebki z maseczką. 

Aplikacja
Przebiega standardowo, jak na tego typu maseczki przystało, co producent oznajmił na opakowaniu. Maska jest mocno nawilżona, ale nie cieknie z niej. Płachta jest wykonana z dosyć grubego materiału, który nie za bardzo chce współpracować - za duże maski z cienką tkaniną można spokojnie przyklepać do podbródka, ta jednak na to nie pozwala i odstaje. Co więcej jest bardzo nieforemna, wycięcia są poprowadzone w taki sposób, że niezbyt dobrze układa się ją na twarzy. Słowem, aplikacja nie należy do najłatwiejszych jak na maskę w płachcie.



Działanie
Maska nawilża i jest łagodna, nie podrażniła mnie w żaden sposób. Nie zauważyłam żadnego oczyszczenia swojej cery, ani rozjaśnienia pozostałości po niedawno zagojonych zmianach skórnych. Jest w porządku, ale szczęka z wrażenia mi nie opadła. Jest po prostu średnia aż do bólu.

Skład
Tu się trochę poprzyczepiam, bo producent kusi naturalnością. Na opakowaniu znajduje się informacja, że sok z aloesu w maseczce jest stuprocentowy i stanowi główny składnik aktywny. Ponadto możemy przeczytać, że maska ta jest pozbawiona parabenów i SLS. A jak to wygląda w rzeczywistości? Soku jest sporo, znajduje się na czwartym miejscu w składzie. Oprócz niego wysoko znajduje się także gliceryna i ekstrakt z portulaki pospolitej. Szkoda tylko, że dalej niestety mamy już głównie mało przyjemne substancje jak alkohol, konserwanty czy substancje zapachowe.


Pełen skład: Aqua, Butylene Glycol, Glycerin, 1,2-Hexanediol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sodium Hyaluronate, Portulaca Oleracea Extract, Alcohol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Phenyl Thrimethicone, Dipotassium Glycyrrhizate, Phenoxythanol, Carbormer, Arginine, Xanath Gum, Sodium Polyacrylate, Trisodium, Ethylhexylglicerin, Parfum, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.



Podsumowanie
No powiem wprost - dupy mi nie urwała. Plus za to, że aloesu, gliceryny i portulaki jest całkiem sporo jak na ogólnodostępną maskę typowo drogeryjną Minus za nieprzyjemną tkaninę i dużo chemii. A ja chemię wybaczam, ale wtedy, gdy widzę robiące wrażenie efekty. Jednak największą piętą achillesową jest cena - maski azjatyckie są coraz lepiej dostępne, w tym stacjonarnie, a ich ceny wahają się od 10 do 40zł. W tym wypadku propozycja L'biotica nie wypada zbyt korzystnie, skoro jakość nie jest zachwycająca, lecz jedynie niezła. Dlatego też raczej jej nie polecam i sama więcej jej nie kupię. Chociaż kusi mnie ta wersja bąbelkująca, ktoś może mi ją polecić (lub odradzić...)? :P

Cena: 20zł
Pojemność: 23ml
PAO: jednorazowego użytku



czerwca 12, 2017

Łaciaty koszmarek! Manhattan: Fresher Skin [podkład]

Łaciaty koszmarek! Manhattan: Fresher Skin [podkład]

Podkład ten łudząco przypomina fluid o tej samej nazwie marki Rimmel. Z resztą przekonałam się, że nie tylko wygląd je łączy, lecz również wiele innych podobieństw...

Produkt
Posiadam podkład w odcieniu 30 soft porcelain, czyli najjaśniejszy z obecnej gamy, wynoszącej w sumie cztery kolory (soft porcelain, classic ivory, true ivory, soft beige). Fluid jest zamknięty w małym szklanym słoiczku, co jest poniekąd wydajnym (można dzięki temu zużyć podkład do cna), ale również niehigienicznym rozwiązaniem (paluchy w słoku=więcej bakterii). Dużą zaletą jest filtr, który fluid posiada - SPF 15.



Aplikacja
Nakładanie tego podkładu to istna droga przez mękę. Fluid ma wodnistą konsystencję, która bardzo szybko zastyga w kontakcie ze skórą. W efekcie tego bez bazy lub tłustego kremu zaczyna się rolować, z kolei mając poślizg w miarę daje się rozprowadzić, trzeba jednak robić to szybko i wprawnie, bez dokładania kolejnych warstw podkładu. Fluid ten nie współgra ani z pędzlem, ani z gąbeczką, bo zostaje na narzędziu, zamiast na twarzy, tworząc plamy - jedynie palce jakoś się sprawdzają. 






Wygląd
Nie spodobał mi się ten podkład, ale jedno muszę mu przyznać - ma świetny jasny kolor, który pozornie w słoiczku może wydać się ciemny, jakby łososiowy, jednak już na skórze... jaśnieje? Cóż, większość fluidów ma tendencję do ciemnienia, ten na skórze po rozsmarowaniu bieleje.  

Podkład sam w sobie jest matowy, jednak szybko traci się ten efekt, wymaga więc dodatkowego przypudrowania. Niestety, szybko zaczyna wyglądać źle, bo chociaż nie ciemnieje, to łatwo się ściera i bardzo brzydko waży. 




Skład
Na oficjalnej stronie firmy przy informacjach o tym produkcie składu brak. Jest dostępny jedynie na opakowaniu podkładu i tylko w wersji dla ciekawskich ryzykantów - znajduje się pod nalepką z kodem kreskowym, dopiero po odklejeniu jej mamy dostęp do inci, które... no cóż, podkłady drogeryjne nie są kolorówką mineralną, nigdy nie mają więc za bardzo wspólnego z naturą. Jest kilka fajnych składników jak, np. sok aloesowy, ekstrakt z rumianku, wyciąg z alg, ale ich ilość jest nikła.

Skład: Aqua/Water/Eau, Propylene Glycol, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, Caprylic/Capric Tryglicerid, Talc, Polymethyl Methacrylate, Titanum Dioxide, Myristic/Palmitic/Stearic/Ricinoelic/Eicosanedioic Glycerides, Sorbeth-30, Tetrasosteratr, Kaolin, Glycerin, Dicaprylyl Ether, Dipropylene Glycol, Phenoxyethanol, Sorbitan Sesquisostearate, Acrylates/Beheneth-25 Methacrylate Copolymer, Parfum/Fragnance, Chlorphenesin, Sodium PCA, PPG-8-Ceteth-20, Cyclopentasiloxane, Xanath Gum, Ethylhexylglycerin, Tocopheryl, Acetate, Polyurethane-14, Sodium Hydroxide, Dimethiconol, Disodium EDTA, AMP-Acrylates Copolymer, Biosaccharide Gum-1, Hexyl Cinnamal, Dextrin Palmitate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aminomethyl Propanol, Butylphenyl, Methylpropional, Benzyl Salicylate, Linalool, Geraniol, BHT, Tocopherol, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Chamomilla Recuitta (Matricaria) Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Algae Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Citric Acid, Ascorbic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Sulfite, Sodium Benzoate, May Contain (+/-): Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499).



Podsumowanie
Opakowanie, aplikacja, wygląd, ważność po otwarciu, cena - to wszystko łączy go z podkładem Fresher Skin od Rimmela (o którym pisałam tutaj). Czym zatem się różnią? Kolorem - propozycja ze strony marki Manhattan jest dużo jaśniejsza, to kolor idealny dla bladolicych, podczas gdy najjaśniejszy odcień z Rimmela jest dosyć ciemny i dodatkowo oksyduje. Jednakże, jeżeli kogoś pokusi jednak na któryś z tych podkładów, to pomimo ciemnienia, polecam jednak wersję rimmelowską. Wynika to stąd, że choć aplikacja jest drogą przez mękę, można coś z niego wyciągnąć, podczas gdy Fresher Skin od Manhattana to już kompletna porażka. Co cóż po kolorze, którego nie można nawet użyć...?

Cena: 38zł
Pojemność: 25ml
PAO: 15m

czerwca 05, 2017

Skuteczny i jednocześnie delikatny demakijaż? Tak! Czyli Sylveco: Lipowy płyn micelarny

Skuteczny i jednocześnie delikatny demakijaż? Tak! Czyli Sylveco: Lipowy płyn micelarny

 
Dla mnie demakijaż jest niezwykle ważny, bo nie przepadam za zbyt długim chorzeniem w makijażu i zmywam go od razu po powrocie do domu. Jest też pierwszym etapem popołudniowej/wieczornej pielęgnacji i wykonuję go bardzo dokładnie - aż nie zobaczę, że któryś wacik po przyłożeniu do twarzy jest całkowicie czysty. 

Produktów do demakijażu jest bardzo wiele: mleczka, płyny micelarne, płyny dwufazowe, płyny i toniki w jednym oraz żele. Osobiście najbardziej lubię płyny micelarne, ale niejednokrotnie się nacięłam szukając naprawdę wartego uwagi produktu tego typu. Aż w końcu znalazłam kilka, a jednym z nich jest właśnie lipowy płyn micelarny. 


Produkt
Producent deklaruje, że płyn ten jest delikatny, a przy tym skuteczny - ma radzić sobie dobrze nawet z wodoodpornym makijażem. Dodatkowo, ze względu na swój skład jest polecany w pielęgnacji okolic oczu, jako że powinien łagodzić podrażnienia i zmniejszać zaczerwienienia. Ma za zadanie także nawilżać, osłaniać oraz poprawić sprężystość i elastyczność skóry. Poprzeczka ustawiona wysoko. 


Aplikacja
Buteleczka posiada dziubek na zatrzask, taki sam jak w hibiskusowym toniku, charakterystyczny dla tego rodzaju produktów. Płyn, jak to płyn micelarny, jest wodnistej konsystencji, dzięki czemu nietrudno nanieść go na wacik. Zapach kosmetyku jest subtelny - nie drażni w żaden sposób, ale nie ma też powodu do zachwytu. 


Działanie
Z makijażem rzeczywiście radzi sobie dobrze (z wodoodpornym również - na co dzień używam wodoodpornych kredek do oczu), o ile damy mu chwilę. Nie lubię trzeć oczu, więc nasączam płynem płatki kosmetyczne i przykładam je na chwilę do oczu. Zwykle powtarzam jeszcze raz tę czynność i oczy są niemal całkiem czyste (ewentualną resztę kosmetyków domywam delikatnie rumiankowym żelem do mycia twarzy). Z podkładem, pudrem i całą resztą kolorówki radzi sobie bez problemu od razu - nie potrzebuje dodatkowego czasu na rozpuszczenie zwykłej, niewodoodpornej kolorówki.

Płyn jest bardzo delikatny, absolutnie nie podrażnia oczu ani delikatnych czy zranionych miejsc na twarzy. Nie powoduje ściągnięcia i wysuszenia skóry. Jako dwudziestolatka na temat poprawy elastyczności i sprężystości wypowiedzieć się nie mogę, bo problem ten jeszcze mnie nie dotyczy.

Macie problem z tym, że większość miceli sprawia, że macie ochotę wypłakać sobie oczy lub piecze was cała twarz? Wybierając ten pożegnacie się z tym problemem. Dodatkowo, płyn jest hypoalergiczny, nie posiada żadnych chemicznych drażniących  substancji. O ile więc nie macie uczulenia na któryś konkretny składnik - np. na lipę - to nie będzie lipy. Obiecuję.


Skład

Jak w każdym kosmetyku od Sylveco, jest dosyć krótki i w pełni naturalny. Płyn nie jest lipowy tylko z nazwy, bo ekstrakt z polskiej lipy szerokolistnej widnieje na drugim miejscu w składzie. Głównymi składnikami aktywnymi są:

  • Lipa szerokolistna - ekstrakt z kwiatów lipy zawiera duże ilości związków śluzowych o właściwościach osłaniających i nawilżających. Ponadto w składzie znajdują się także witaminy, flawonoidy, przeciwutleniacze i sole mineralne. Lipa działa łagodząco i kojąco na podrażnienia skóry wokół oczu.
  • Aloes zwyczajny - ma w sobie kwas salicylowy, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, regeneruje komórki. Sok z aloesu koi, łagodzi i zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia.
  • Hydrolizowane proteiny owsa - zawierają m.in globuliny (awenalina), prolaminy (gluten), gluteiny (awenina), miozynę, wolne aminokwasy (np. glutaminę i prolinę). Mają zdolność przenikania przez warstwę rogową skóry, gdzie wiążą wodę, dzięki czemu utrzymują właściwie nawilżenie skóry. Dodatkowo wykazują działanie ochronne, zmiękczające i wzmacniające.

Pełen skład: Aqua, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Decyl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Lactic Acid, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.


Podsumowanie
Jak już wspomniałam, jest to jeden z najlepszych i najprzyjemniejszych płynów miecalarnych z jakimi miałam do czynienia, który jest przy tym dobrze dostępny i niedrogi (jasne, można kupić micela za około 10zł, ale tutaj mamy jeszcze jakość idącą w parze z dobrym składem). Jedyną rzeczą do jakiej na upartego mogłabym się przyczepić jest zapach - dla fanki mocno owocowych i słodkich zapachów takiej jak ja, ten jest po prostu nijaki.

 A wy znacie jakiś godny polecenia płyn do demakijażu? :)
 
Cena: 16-20zł
Pojemność: 200ml
PAO: 6m
Dostępność: Natura, Drogerie Polskie, sklepy zielarskie, sklepy internetowe, apteki

maja 29, 2017

GARNIER: Moisture+Aqua Bomb [maska w płachcie]

GARNIER: Moisture+Aqua Bomb [maska w płachcie]


Pisząc o wersji oczyszczającej tej maski, MOISTURE+FRESHNESS, wspomniałam, że posiadam i tę wersję. W przeciwieństwie do swojej siostry, która ma za zadanie nawilżyć i oczyścić, jej zadaniem jest jak największe (iście bombowe ;) nawilżenie. Czy rzeczywiście jest to bomba? Jak wiecie, poprzednia maska nie wypadła zbyt dobrze składem...

Produkt
Wersja AQUA BOMB jest skierowana do osób z cerą odwodnioną, która potrzebuje jak największego i natychmiastowego nawilżenia. Maseczka posiada w sobie ekstrakt z granatu, kwas hialuronowy i serum nawilżające (bliżej nieokreślone na etykiecie, ale po przejrzeniu składu wnioskuję, że być może chodzi o hydrolat z oczaru). Zadaniem kompresu jest nawilżenie i wygładzenie oraz pozostawienie skóry pełnej blasku.

Aplikacja
Wygląda tak samo jak w wersji oczyszczającej, nakładamy maseczkę stroną białą, czyli tą, po której znajduje się płachta, a po przyłożeniu jej odklejamy niebieską folię i dokładnie dopasowujemy materiał.


Maska jest mocno nasączona, ale nic z niej nie ścieka. Po nałożeniu intensywnie chłodzi, jest bardzo zimna. Producent zaleca spędzić z nią 15 minut, ale ja wysiedziałam około dziesięciu. Podczas gdy w wersji oczyszczającej spokojnie mogłam siedzieć dłużej, bodajże dwa razy tyle, bo pół godziny i nie było to niekomfortowe, tak przy AQUA BOMB po prostu się nie da. Skóra na czole w pewnym momencie zaczęła mnie delikatnie szczypać, a to nigdy nie jest dobry znak, nie czekałam więc, aż pieczenie będzie jeszcze mocniejsze. Winowajcą okazał się skład, czego się spodziewałam.



Skład
Wersja oczyszczająca nie zachwycała składem, ale ta to już kompletna kpina. Fajnych, wartościowych składników, jak wspomnianego ekstraktu tyle, co kot napłakał (aż policzyłam - jest dopiero na osiemnastym miejscu na liście). Co za to dostajemy w masce nawilżającej? Alkohol, który uplasował się na pozycji czwartej, czyli jest go po prostu dużo. A oprócz tego PEG, parabeny i inne średnio ciekawe składniki.

Pełen skład: Maska - Aqua/Water, Propylene Glycol, Glycerin, Alcohol, p-Anisic Acid, Dipotassium Glycyrrhizate, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Hamamelis Virginiana Leaf Water/Witch Hazel Leaf Water, Hydroxethylcellulose, Limonene, Mannose, Methylparaben, PEG-40, Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Potassium Hydroxide, Potassium Sorbate, Propylparaben, Punica Granatum Fruit Extract, PVM/MA Copolymer, Sodium Benzotae, Sodium Hyaluronate, Sorbic Acid, Sorbitol, Xanthan Gum, Parfum/Fragance. Płachta - 100% naturalnego włókna celulozowego.




Podsumowanie
Dziękuję bardzo, nie polecam nikomu. Efektu końcowego nie ocenię, ponieważ nie trzymałam maski należycie długo. Jednakże, z powodu składu, odradzam całkowicie tę maskę, bo osoby z cerą wrażliwą bądź też nieświadomie czymś podrażnioną mogą sobie zrobić krzywdę i jeszcze bardziej zaognić stan swojej skóry. A jeżeli ktoś jest bardzo ciekaw, to polecam raczej spróbować wersję zieloną (pisałam o niej tutaj) w której przynajmniej nie ma alkoholu...


Cena: 8,99
Pojemność: 32g
PAO: jednorazowego użytku
Dostępność: Rossmann, Hebe, Super Pharm




maja 24, 2017

Sylveco: hibiskusowy tonik do twarzy

Sylveco: hibiskusowy tonik do twarzy


Hibiskusowy tonik kupiłam kompletnie w ciemno, gdy mając dużo czasu do autobusu (komunikacja miejska pozdrawia...), zaszłam do drogerii Natura. Stał sobie na półce, a jego naturalny skład i promocyjna cena krzyczały w moją stronę kup mnie. Cóż. Ten zakup przynajmniej miał sens i można go tłumaczyć użytecznością produktu. Gorzej, gdy w moje ręce wpadnie coś uroczego i kiczowatego, a ja po prostu czuję, że muszę to wziąć do domu. Takie moje guilty pleasure.

Produkt
To hibiskusowy tonik do twarzy i dekoltu, którego działanie jest ukierunkowane nie tylko na tonizowanie, ale również i nawilżanie. Dodatkowo, ma działać także ochronnie i wzmacniająco. Skierowany jest do każdego typu cery. Tonik jest zamknięty w małej poręcznej buteleczce wykonanej z porządnego, grubego i dość elastycznego plastiku. 


Aplikacja
Opakowanie posiada najbardziej typowy wylot - dziubek zamykany na zatrzask. Sam tonik ma konsystencję pomiędzy żelem, a wodą. Jest gęstszy od wielu innych toników czy hydrolatów. Sprawia to, że bardzo mocno wsiąka w wacik i lepiej nakładać go na twarz bezpośrednio czystymi czystymi dłońmi - płatki mocno piją ten żel i trzeba go użyć dwa razy tyle. Produkt ma specyficzny, kwaśny zapach. Osobiście raczej nie należę do osób, które zwracają dużą uwagę na woń towarzyszącą kosmetykom, a mimo to, ta wydaje mi się dosyć drażniąca. Te z was, które są wyczulone na zapachy, może moim zdaniem irytować. 

Skóra po aplikacji nie jest ściągnięta, a w wypadku uczucia ściągnięcia po innych zabiegach przed, tonik niweluje to uczucie. Nawilża, ale w bardzo subtelny sposób.


Skład
Jak przystało na Sylveco, nie ma się czego przyczepić, gdyż jest w pełni naturalny. Tonik ma hypoalergiczną formułę - nie posiada żadnych drażniących substancji i reakcje alergiczną wywoła tylko u osób, które mają uczulenie na któryś konkretny składnik produktu, np. aloes.

Głównymi składnikami toniku są:
  • Hibiskus - kwiat bogaty w antocyjany, polifenole i flawonoidy, czyli antyoksydanty. Dodatkowo zawiera witaminę C i kwasy organiczne, które chronią przed pękaniem naczynek, jednocześnie je wzmacniając. Ponadto ujędrnia, łagodzi i zmiękcza.
  • Aloes zwyczajny - ma w sobie kwas salicylowy, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, regeneruje komórki. Sok z aloesu koi, łagodzi i zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia.

Pełen skład: Aqua, Hibiscus Rosa-Sinensis Flower Extract, Glycerin, Xylitol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Coco-Glucoside, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Phytic Acid, Dehydroacetic Acid.
 

Podsumowanie
Jest to naprawdę dobry tonik i mogę go z czystym sumieniem polecić. Jednocześnie mnie nie kupił aż na tyle, bym przy nim została (ale też mam taki charakter - jeśli chodzi o kosmetyki nie jestem im zbyt długo wierna, jak kupię czegoś dwa opakowania to już sukces, bo lubię skakać z kwiatka na kwiatek ;). Wydaje mi się jednak, że to produkt warty uwagi o bardzo zachęcającym składzie, który dla pewnie niejednej osoby okaże się istną perełką. Warto spróbować, bo to jeden z tych kosmetyków, które mają realną szansę zagościć w kosmetyczce na dłużej - a dzięki solidnemu opakowaniu, spokojnie nada się i do tej podróżnej. Polecałabym go szczególnie osobom z trądzikiem, ponieważ jego składniki pomogą zagoić się zmianom, nie powodując przy tym wysuszenia, jak robi to wiele toników skierowanych do cery trądzikowej.

Cena: 10-18zł
Pojemność: 150ml
PAO: 6m
Dostępność: Natura, Drogerie Polskie, sklepy zielarskie, sklepy internetowe, apteki