maja 29, 2017

GARNIER: Moisture+Aqua Bomb [maska w płachcie]

GARNIER: Moisture+Aqua Bomb [maska w płachcie]


Pisząc o wersji oczyszczającej tej maski, MOISTURE+FRESHNESS, wspomniałam, że posiadam i tę wersję. W przeciwieństwie do swojej siostry, która ma za zadanie nawilżyć i oczyścić, jej zadaniem jest jak największe (iście bombowe ;) nawilżenie. Czy rzeczywiście jest to bomba? Jak wiecie, poprzednia maska nie wypadła zbyt dobrze składem...

Produkt
Wersja AQUA BOMB jest skierowana do osób z cerą odwodnioną, która potrzebuje jak największego i natychmiastowego nawilżenia. Maseczka posiada w sobie ekstrakt z granatu, kwas hialuronowy i serum nawilżające (bliżej nieokreślone na etykiecie, ale po przejrzeniu składu wnioskuję, że być może chodzi o hydrolat z oczaru). Zadaniem kompresu jest nawilżenie i wygładzenie oraz pozostawienie skóry pełnej blasku.

Aplikacja
Wygląda tak samo jak w wersji oczyszczającej, nakładamy maseczkę stroną białą, czyli tą, po której znajduje się płachta, a po przyłożeniu jej odklejamy niebieską folię i dokładnie dopasowujemy materiał.


Maska jest mocno nasączona, ale nic z niej nie ścieka. Po nałożeniu intensywnie chłodzi, jest bardzo zimna. Producent zaleca spędzić z nią 15 minut, ale ja wysiedziałam około dziesięciu. Podczas gdy w wersji oczyszczającej spokojnie mogłam siedzieć dłużej, bodajże dwa razy tyle, bo pół godziny i nie było to niekomfortowe, tak przy AQUA BOMB po prostu się nie da. Skóra na czole w pewnym momencie zaczęła mnie delikatnie szczypać, a to nigdy nie jest dobry znak, nie czekałam więc, aż pieczenie będzie jeszcze mocniejsze. Winowajcą okazał się skład, czego się spodziewałam.



Skład
Wersja oczyszczająca nie zachwycała składem, ale ta to już kompletna kpina. Fajnych, wartościowych składników, jak wspomnianego ekstraktu tyle, co kot napłakał (aż policzyłam - jest dopiero na osiemnastym miejscu na liście). Co za to dostajemy w masce nawilżającej? Alkohol, który uplasował się na pozycji czwartej, czyli jest go po prostu dużo. A oprócz tego PEG, parabeny i inne średnio ciekawe składniki.

Pełen skład: Maska - Aqua/Water, Propylene Glycol, Glycerin, Alcohol, p-Anisic Acid, Dipotassium Glycyrrhizate, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Hamamelis Virginiana Leaf Water/Witch Hazel Leaf Water, Hydroxethylcellulose, Limonene, Mannose, Methylparaben, PEG-40, Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Potassium Hydroxide, Potassium Sorbate, Propylparaben, Punica Granatum Fruit Extract, PVM/MA Copolymer, Sodium Benzotae, Sodium Hyaluronate, Sorbic Acid, Sorbitol, Xanthan Gum, Parfum/Fragance. Płachta - 100% naturalnego włókna celulozowego.




Podsumowanie
Dziękuję bardzo, nie polecam nikomu. Efektu końcowego nie ocenię, ponieważ nie trzymałam maski należycie długo. Jednakże, z powodu składu, odradzam całkowicie tę maskę, bo osoby z cerą wrażliwą bądź też nieświadomie czymś podrażnioną mogą sobie zrobić krzywdę i jeszcze bardziej zaognić stan swojej skóry. A jeżeli ktoś jest bardzo ciekaw, to polecam raczej spróbować wersję zieloną (pisałam o niej tutaj) w której przynajmniej nie ma alkoholu...


Cena: 8,99
Pojemność: 32g
PAO: jednorazowego użytku
Dostępność: Rossmann, Hebe, Super Pharm




maja 24, 2017

Sylveco: hibiskusowy tonik do twarzy

Sylveco: hibiskusowy tonik do twarzy


Hibiskusowy tonik kupiłam kompletnie w ciemno, gdy mając dużo czasu do autobusu (komunikacja miejska pozdrawia...), zaszłam do drogerii Natura. Stał sobie na półce, a jego naturalny skład i promocyjna cena krzyczały w moją stronę kup mnie. Cóż. Ten zakup przynajmniej miał sens i można go tłumaczyć użytecznością produktu. Gorzej, gdy w moje ręce wpadnie coś uroczego i kiczowatego, a ja po prostu czuję, że muszę to wziąć do domu. Takie moje guilty pleasure.

Produkt
To hibiskusowy tonik do twarzy i dekoltu, którego działanie jest ukierunkowane nie tylko na tonizowanie, ale również i nawilżanie. Dodatkowo, ma działać także ochronnie i wzmacniająco. Skierowany jest do każdego typu cery. Tonik jest zamknięty w małej poręcznej buteleczce wykonanej z porządnego, grubego i dość elastycznego plastiku. 


Aplikacja
Opakowanie posiada najbardziej typowy wylot - dziubek zamykany na zatrzask. Sam tonik ma konsystencję pomiędzy żelem, a wodą. Jest gęstszy od wielu innych toników czy hydrolatów. Sprawia to, że bardzo mocno wsiąka w wacik i lepiej nakładać go na twarz bezpośrednio czystymi czystymi dłońmi - płatki mocno piją ten żel i trzeba go użyć dwa razy tyle. Produkt ma specyficzny, kwaśny zapach. Osobiście raczej nie należę do osób, które zwracają dużą uwagę na woń towarzyszącą kosmetykom, a mimo to, ta wydaje mi się dosyć drażniąca. Te z was, które są wyczulone na zapachy, może moim zdaniem irytować. 

Skóra po aplikacji nie jest ściągnięta, a w wypadku uczucia ściągnięcia po innych zabiegach przed, tonik niweluje to uczucie. Nawilża, ale w bardzo subtelny sposób.


Skład
Jak przystało na Sylveco, nie ma się czego przyczepić, gdyż jest w pełni naturalny. Tonik ma hypoalergiczną formułę - nie posiada żadnych drażniących substancji i reakcje alergiczną wywoła tylko u osób, które mają uczulenie na któryś konkretny składnik produktu, np. aloes.

Głównymi składnikami toniku są:
  • Hibiskus - kwiat bogaty w antocyjany, polifenole i flawonoidy, czyli antyoksydanty. Dodatkowo zawiera witaminę C i kwasy organiczne, które chronią przed pękaniem naczynek, jednocześnie je wzmacniając. Ponadto ujędrnia, łagodzi i zmiękcza.
  • Aloes zwyczajny - ma w sobie kwas salicylowy, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, regeneruje komórki. Sok z aloesu koi, łagodzi i zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia.

Pełen skład: Aqua, Hibiscus Rosa-Sinensis Flower Extract, Glycerin, Xylitol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Coco-Glucoside, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Phytic Acid, Dehydroacetic Acid.
 

Podsumowanie
Jest to naprawdę dobry tonik i mogę go z czystym sumieniem polecić. Jednocześnie mnie nie kupił aż na tyle, bym przy nim została (ale też mam taki charakter - jeśli chodzi o kosmetyki nie jestem im zbyt długo wierna, jak kupię czegoś dwa opakowania to już sukces, bo lubię skakać z kwiatka na kwiatek ;). Wydaje mi się jednak, że to produkt warty uwagi o bardzo zachęcającym składzie, który dla pewnie niejednej osoby okaże się istną perełką. Warto spróbować, bo to jeden z tych kosmetyków, które mają realną szansę zagościć w kosmetyczce na dłużej - a dzięki solidnemu opakowaniu, spokojnie nada się i do tej podróżnej. Polecałabym go szczególnie osobom z trądzikiem, ponieważ jego składniki pomogą zagoić się zmianom, nie powodując przy tym wysuszenia, jak robi to wiele toników skierowanych do cery trądzikowej.

Cena: 10-18zł
Pojemność: 150ml
PAO: 6m
Dostępność: Natura, Drogerie Polskie, sklepy zielarskie, sklepy internetowe, apteki

maja 21, 2017

Wibo: Banana Loose Powder

Wibo: Banana Loose Powder


Puder ten, niedługo po tym jak zagościł na drogeryjnych półkach, uzyskał chwalebne miano wyjątkowego produktu. Zaciekawiona postanowiłam sama sprawdzić, ile wszechobecne ochy i achy mają wspólnego z rzeczywistością i w kwietniu podczas promocji -49% nabyłam tę nowość od Wibo.

Produkt
Według zaleceń producenta, puder nadaje się zarówno do stosowania na całą twarz, wykończenia konturowania oraz bakingu. Jego specyficzny żółty odcień ma dodatkowo rozświetlać wybrane partie twarzy, ze szczególnym uwzględnieniem doliny łez. Jako osoba borykająca się od lat z anemią, której zawdzięczam bardzo delikatną skórę pod oczami, nadaje się idealnie do sprawdzenia tej tezy.

Produkt jest zamknięty w małym plastikowym słoiczku z kolorową zakrętką o bardzo gładkiej powierzchni - ma ona efekt lustra, można się w niej dosłownie przejrzeć.


Aplikacja 
Puder jest w formie sypkiej, czyli tej, po którą osobiście sięgam najchętniej. Ten rodzaj pudru można aplikować na każdy sposób, wybierając ten, który nam odpowiada - gąbeczką, puszkiem bądź pędzlem.

Puder jest zamknięty w słoiczku z dość dużymi oczkami, przez które z łatwością można wydobyć produkt, wysypując go np. na zakrętkę. Jest bardzo drobno zmielony, przez co bardzo się pyli. Można mu to jednak wybaczyć, bo ten minus rekompensuje nam czymś innym - zapachem... Czytałam opinie, że bananowy zapach jaki ma ten puder jest nieprzyjemny i bardzo chemiczny. Nie zgodzę się z tym. Dla mnie pachnie bardzo ładnie, ot, rzeczywiście bananami. Oczywiście nie czuć tego, gdy produkt znajdzie się już na twarzy, ale jest to przyjemny akcent towarzyszący nam w trakcie aplikacji.

Producent zaleca, aby nałożyć puder grubą warstwą na wybrane miejsca, a nadmiar strzepać dopiero po upłynięciu 10 minut - innymi słowy zachęca nas do wykorzystania metody bakingu. To mało wygodne rozwiązanie z dwóch powodów: po pierwsze, kto ma na to czas w codziennym makijażu? I po drugie, kto chce obciążać w ten sposób codziennie delikatną skórę pod oczami...? No właśnie... Z tego powodu wypróbowałam ten puder zarówno „piekąc go”, jak i najzwyczajniej nakładając cienką warstwą. Zauważyłam, że wybrana metoda nie ma znaczenia dla jego trwałości ani wyglądu, lecz bardziej podkład i korektor, z jakim go zestawimy. To produkt niezwykle kapryśny - w duecie z jednym fluidem będzie wyglądał cudnie, z innym da taki efekt, że od razu pomyślimy o ekspresowym demakijażu i pomalowaniu się raz jeszcze... Niestety nie ze wszystkimi kosmetykami się lubi i czasami zamiast ładnie się wtopić tworzy cakey face.

Puder nie kryje, (jest pół-transparentny) nie należy się więc obawiać jego żółtego odcienia. Trzeba mu natomiast przyznać, że ta żółć rzeczywiście delikatnie rozświetla, powiedziałabym, iż w subtelny sposób odbija światło - nie zakrywa więc cieni, ale potrafi odwrócić od nich uwagę.


Skład
Puder ten nawet nie aspiruje do naturalnego - ot, zwykły drogeryjny produkt kolorowy - nie ma więc sensu dogłębna analiza składu, ponieważ z góry wiadomo, że nie będzie on naturalny. Mimo tego, należy mu przyznać, że jak na zwykły kosmetyk kolorowy, a nie minerał, nie ma tragedii - jest chemia, ale obyło się bez substancji budzących kontrowersje.

Skład: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Mica, Magnesium Stearate, Silica, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linalool, Benzyl Salicylate, [+/-]: CI 19140, CI 77491.

Podsumowanie
Nie wiem, czy pokusiłabym się o nazwanie tego pudru wyjątkowym produktem, ale na pewno się z nim polubiłam. Bywa kapryśny, jednak jeżeli dobrze dobierze się mu partnera do współpracy, to rozświetla w miękki, delikatny sposób, bez efektu błyszczenia czy towarzystwa brokatowych drobinek, które posiadają niektóre pudry rozświetlające. Jak na swoją cenę jest w porządku, ale nic więcej. Dodatkowo, osobom o cerze tłustej i mieszanej radziłabym stosować go tylko pod oczami, ponieważ twarz (szczególnie te najbardziej problematyczne miejsca jak czoło, nos i broda) dość szybko się po nim świeci - nie radzi sobie nadmiarem sebum. Za to w pełnej wersji świetnie sprawdzi się u posiadaczek cery suchej w celu utrwalenia makijażu - nie ściągnie twarzy, ani jej nie wysuszy (moja siostra o bardzo suchej cerze to potwierdza ;). Mnie chyba najbardziej kupił jednak zapachem, bo jest on naprawdę przyjemny.

Cena: 15,49 zł
Pojemność: 5,5g
PAO: 12m
Dostępność: Rossmann

I jeszcze tak zupełnie z innej beczki - jeżeli któraś z was podobnie do mnie jest fanką uniwersum Obcego i planuje się wybrać na Alien: Covenant to odradzam. Prometeusz mi się podobał, natomiast ta część to rozczarowanie. Nie ma tragedii, ale stanowczo poziomem odstaje od Ósmego pasażera Nostromo czy Prometeusza. Lepiej więc zaspokoić ciekawość mniejszym kosztem i rozczarować się za jakiś czas w domowym zaciszu :P


maja 15, 2017

Garnier: MOISTURE + FRESHNESS [maska w płachcie]

Garnier: MOISTURE + FRESHNESS [maska w płachcie]

Dzięki rosnącemu zainteresowaniu azjatyckimi kosmetykami maski w płachcie przeżywają właśnie swój renesans. Jakiś czas temu, stosunkowo niedawno, do drogerii zawitała propozycja takiej maseczki ze strony firmy Garnier, w trzech różnych wariantach:
  • MOISTURE+AQUA BOMB - dla skóry odwodnionej
  • MOISTURE+FRESHNESS - dla skóry normalnej i mieszanej
  • MOISTURE+COMFORT - dla skóry suchej i wrażliwiej
Nie byłam nimi wcześniej specjalnie zainteresowana, jednakże trafiłam ostatnio na promocję i postanowiłam wypróbować je w ciemno. Ot, bezmyślnie dwie wpakowałam do koszyka. Wybrałam wersje AQUA BOMB i FRESHNESS. 

Produkt
Jako pierwszą użyłam wersję MOISTURE+FRESHNES, skierowaną do skóry normalnej i mieszanej. Zadaniem kompresu jest oczyszczenie twarzy przy jednoczesnym zapewnieniu jej nawilżenia oraz odświeżenia. Maska posiada ekstrakt z zielonej herbaty.

Aplikacja
Troszeczkę różni się od tej u typowej maski w płachcie (a może po prostu od ich większości). Po wyciągnięciu widzimy, że płachta ma dwie strony - materiałową białą i foliową niebieską. Maskę przykładamy do twarzy białą stroną, a potem zdejmujemy folię. Myślę, że to jest wygodne rozwiązanie, wyklucza to możliwość pomylenia stron. 
 

Maseczka jest bardzo mokra, ale z niej nie kapie. Rozmiar jest nieco za duży jak na mój gust, bardzo szeroki, podczas gdy np. otwór na usta z kolei jest dosyć mały. Po nałożeniu przyjemnie chłodzi.
Producent zaleca trzymać produkt na twarzy 15 min, ja jednak spędziłam z nim pół godziny - a nawet wtedy maseczka wciąż była mokra, ale prawdę mówiąc, nie chciało mi się już w niej siedzieć. Po zdjęciu płachty twarz rzeczywiście była nawilżona, jednak nawilżenie to wymagało zamknięcia, czyli dopełnienia kremem. W innym wypadku moja twarz prawdopodobnie by się przesuszyła, więc efekt byłby odwrotny od zamierzonego. W związku z czym nie jest to produkt niezależny, do samodzielnego stosowania. Efektu oczyszczenia nie zauważyłam.

Skład
Jak już wspomniałam, wzięłam maseczki bezmyślnie, kierowana ciekawością (moją decyzję przyspieszył także brak czasu), więc podczas wizyty w drogerii nie zapoznałam się z jej składem, który po przyjrzeniu mu się w domu okazał się słaby. Nawet bardzo słaby. Oczywiście znajdziemy w nim parę fajnych pozycji takich jak obiecany ekstrakt z zielonej herbaty czy gliceryna, jednak więcej w nim złego niż dobrego: PEG-i, propylene glycol (i to na drugim miejscu w składzie!) czy parabeny.

Pełen skład: Maska - Aqua/Water, Propylene Glycol, Glycerin, p-Anisic Acid, Camellia Sensis Leaf Extract, Citric Acid, Dipotassium Glycyrrhizate, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Hydroxethylcellulose, Limonene, Mannose, Methylparaben, PEG-40, Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Potassium Hydroxide, Potassium Sorbate, Propylparaben, PVM/MA Copolymer, Sodium Benzotae, Sodium Hyaluronate, Sorbitol, Xanthan Gum, Parfum/Fragance. Płachta - 100% naturalnego włókna celulozowego.
  

Podsumowanie
Szczerze? Sama już po te maski na pewno nie sięgnę. Zapoznam się jeszcze z drugą, którą już kupiłam, wypróbuję, obadam skład (ale nie spodziewam się po nim rewelacji) i podziękuję. Owszem, muszę przyznać, maska nawilża. Ale oprócz nawilżenia daje mi styczność z połową tablicy Mendelejewa, z którymi niekoniecznie chciałabym romansować na dłuższą metę. Jednorazowo, w ramach przygody, okej, ale nie będzie to trwały związek. Tym bardziej, że wolę dopłacić kilka złotych i zakupić jakąś maseczkę koreańską, która być może też nie ma składu idealnego, ale na pewno mimo wszystko treściwszy w ekstrakty, a przy tym daje taki efekt WOW, że jestem jej w stanie tę chemię wybaczyć. Sorry, Garnier, not this time. 

Cena: 8,99
Pojemność: 32g
PAO: jednorazowego użytku
Dostępność: Rossmann, Hebe, Super Pharm


maja 11, 2017

Vianek: krem normalizujący na dzień z ekstraktem z kory wierzby [seria zielona]

Vianek: krem normalizujący na dzień z ekstraktem z kory wierzby [seria zielona]


Moja przygoda z kremami matującymi trwa już dobre kilka lat. Wypróbowałam ich wiele, o mniej i bardziej naturalnym składzie, lecz dopiero niedawno, po sześciu latach poszukiwań (czyli od czasu, kiedy moja cera z nieskazitelnej dziecięcej przeszła w problematyczną młodzieńczą), odkryłam ideał.

Produkt
Vianek to siostrzana marka Sylveco, nieco bardziej jednak rozbudowana. Wybranym przeze mnie kremem jest produkt należący do serii zielonej, która dzieli się na normalizującą, do twarzy, oraz orzeźwiającą, do ciała. 

Jest to lekki krem do stosowania na dzień, polecany dla osób z cerą tłustą, ewentualnie trądzikową. Krem ma matować skórę, jednocześnie ją przy tym nawilżając. 

Aplikacja
Krem jest zamknięty w podłużnym opakowaniu z pompką, przypominającym szklane flakoniki w jakich znajdziemy podkłady. To bardzo wygodne, a przede wszystkim higieniczne rozwiązanie. Sam krem aplikuje się łatwo, nie jest toporny i szybko się wchłania, dzięki czemu rzeczywiście jest dobrym kremem na dzień, który nada się pod makijaż. Podczas wklepywania tego produktu można zauważyć, że ma on bardzo charakterystyczny mocno ziołowy zapach. W mojej opinii jest całkiem przyjemny, wydaje mi się jednak, że dla niektórych może być drażniący.
 

Skład
Jest w pełni naturalny. Vianek to marka, która tworzy kosmetyki na bazie tylko i wyłącznie naturalnych składników. Najbardziej istotnymi z nich są:
  • olej z pestek winogron, oliwę z oliwek i skwalan roślinny - zapewniają skórze optymalne nawilżenie, nie obciążając jej. 
  • Ekstrakt z kory wierzby białej -  to źródło związków o działaniu ściągającym, przyspieszających redukcję zmian skórnych.
  • Witamina B3 - wraz z ekstraktem z kory normalizuje stan skóry.

Pełen skład: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Zea Mays Starch, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Squalane, Glyceryl Stearate, Salix Alba Bark Extract, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Niacinamide, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Mentha Piperita Oil, Dehydroacetic Acid.
 

Podsumowanie
Krem rzeczywiście całkiem nieźle matuje moją skórę, a jednocześnie nie przesusza jej, jak robi to znaczna część kremów matujących. Wchłania się szybko, nie pozostawiając przy tym nieprzyjemnej warstwy, nie tworzy maski - miałam już styczność z kremami, które zamiast rzeczywiście regulować pracę gruczołów łojowych na twarzy i kontrolować tym samym wytwarzanie się sebum, pozostawiały jedynie matowy woal na skórze. Taki efekt jest tylko doraźny, w dodatku obciążający i mało estetyczny, bo taka warstwa może mieć tendencję do rolowania. Mogę go szczerze polecić osobom o cerze trądzikowej bądź tłustej, natomiast odradzam go posiadaczkom cery suchej, które mogłyby się na niego pokusić w ramach eksperymentu. Prawdą jest, że krem nawilża, robi to jednak bardzo delikatnie i dla cery ze skłonnością do przesuszania będzie to po prostu za mała dawka nawilżenia.

Cena: 20-30zł.
Pojemność: 50ml
PAO: 6m
Dostępność: Drogerie Polskie, apteki, sklepy internetowe

maja 06, 2017

Promocja w Rossmannie: 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy

Promocja w Rossmannie: 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy


Można rzec, że w tym roku sieć drogerii Rossmann rozpieszcza swoje klientki. Najpierw, z okazji dnia kobiet, zorganizowana została promocja na produkty do pielęgnacji włosów: 1+1 na szampony i odżywki. Podczas akcji można było dobrać ze sobą dowolnej marki szampon oraz odżywkę, a tańszy produkt otrzymywało się gratis. Niedawno furorę zrobiła nowa odsłona słynnej promocji -49% na kolorówkę. Tegoroczna edycja odbyła się bez klasycznego już podziału na produkty do makijażu twarzy, oczu oraz ust i paznokci, lecz została połączona i trwała ledwie 9 dni, a nie, jak wcześniej, rozłożona na trzy tygodnie. Nowością (która wywołała szaleństwo u części pań..) był także fakt, iż dla posiadaczek nowopowstałej aplikacji Rossmann, które zarejestrowały się w drogeryjnym klubie, przy zakupie minimum trzech produktów, rabat zwiększał się do 55%. 

Teraz, z okazji zbliżającego się powoli Dnia Matki, odbędzie się kolejna promocja. Tym razem na produkty do pielęgnacji twarzy, które będzie można zakupić w pakiecie 2+2 gratis. Mowa o np. kremach, tonikach, serum, kremach pod oczy i innym tego typu produktach. Akcja ma ruszyć 20 maja i podobnie jak w wypadku promocji -55% na kolorówkę, jest skierowana do klubowiczek posiadających aplikację.

Na chwilę obecną na stronie drogerii oraz aplikacji nie ma jeszcze szczegółowych informacji, jedynie w magazynie SKARB można znaleźć wzmiankę na ten temat. Nie wiadomo więc, czy rabat będzie obejmował też kremy BB i inne cuda, jednak prawdopodobnie na dniach zniknie aura tajemniczości i poznamy szczegóły.

Osobiście zdążyłam zamówić mamie już kilka drobiazgów, sama jednak chętnie sprawię jakiś drobiazg sobie i zgarnę coś z Alterry, która ma w pełni naturalny skład i szanuje zwierzęta, albo skuszę się na coś z nowości, które pojawiły się w rossmannie.

maja 03, 2017

Holika Holika: Aloe 99% Soothing Gel

 Holika Holika: Aloe 99% Soothing Gel

Aloes jest nie tylko ładnie wyglądającą roślinką doniczkową, która idealnie dopełnia minimalistyczne wnętrza. Ten niepozorny sukulent ma niesamowicie dużo różnych zastosowań dzięki swoim leczniczo-zdrowotnym właściwościom. Napoje z miąższem z aloesu od dawna goszczą na sklepowych półkach, podobną popularnością cieszy się na rynku kosmetycznym. 

To częsty składnik kremów, szczególnie tych pod oczy, różnych toników i hydrolatów, a także uniwersalnych żeli. Jednym z nich jest Holika Holika Aloe 99% Soothing Gel. Produkt ten wyróżnia fakt, iż aloes stanowi niemal w pełni jego skład - nie jest on jedynie ledwie kilkoma kroplami w całym opakowaniu, które bardziej stanowią reklamę, niżeli rzeczywiście działają. 

Żel jest zamknięty w eleganckim opakowaniu na wzór liścia aloesu, wykonanym z grubego elastycznego plastiku, dzięki czemu możemy go zabrać ze sobą w podróż, nie ryzykując zalania garderoby.
 

Produkt
Holika Holika to koreańska marka, która zdobywa coraz większą sympatię i w naszym kraju, m.in. za sprawą właśnie żelu aloesowego. Zawiera on ekstrakt z aloesu pochodzącego z regionu Jeju w Korei. Według producenta łagodzi on zaczerwienienia, podrażnienia, doskonale nawilża i jest idealny dla każdego typu skóry.

Stosowanie
Producent proponuje nam kilka różnych zastosowań:
  • Twarz - jako krem nawilżający oraz produkt łagodząco-chłodzący, np. po opalaniu. 
  • Krem pod oczy - żel można stosować także pod oczy, ponieważ ekstrakt z aloesu działa rozjaśniająco oraz zmniejsza opuchliznę.
  • Włosy - jako serum do włosów, nakładane na wilgotne bądź suche końcówki.
  • Ciało - jako balsam do ciała, który nawilża, łagodzi, chłodzi i przyspiesza gojenie zmian.
  • Krem do rąk i stóp - żel z aloesu można aplikować także na suchą skórę rąk oraz tę popękaną na piętach.
Osobiście korzystam z kilku wymienionych sposobów. Nie używam żelu w formie balsamu do ciała, ani kremu do rąk czy stop, ponieważ jego nawilżenie jest bardzo delikatne. Świetnie natomiast sprawdzi się do twarzy, jednak nie jako krem, lecz bardziej tonik i baza pod produkt nawilżający. Traktuję żel jak serum, które łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia i przyjemnie chłodzi. Równie dobrze sprawdza się także pod oczami - nie mam co prawda klasycznych worków, mogę jednak śmiało powiedzieć, że regularnie stosowanie aloesu pod oczy sprawiło, że okolica ta jest dużo jaśniejsza, zmniejszyło się jej fioletowe zabarwienie. Jednak moim ulubionym sposobem stosowania tego żelu, jest wcieranie go w końcówki włosów. Część osób podchodzi sceptycznie do tej propozycji, ja jednak się w nim zakochałam - z olejkami łatwo jest przedobrzyć i wraz z nawilżeniem otrzymujemy pozlepiane i tłuste włosy. W wypadku ekstraktu z aloesu nie musimy się martwić o to, czy nabierzemy go za dużo - nie pozostawia on tłustego filmu, ani nie obciąża włosów, lecz cały się wchłania, pozostawiając je nawilżone, lekkie, sypkie i pięknie pachnące.

Aplikacja
Opakowanie posiada aplikator jaki możemy znaleźć w... ketchupie. To bardzo wygodne i bezpieczne rozwiązanie - nawet jeżeli nie domkniemy zatyczki, to żel nie wypłynie. Dodatkowo, jest ono oryginalnie zaplombowane, dzięki czemu nie musimy się martwić, że ktoś przed nami w sklepie już produkt otworzył...
   

Skład
W 99% stanowi go aloes, posiada on jednak w sobie jeszcze kilka innych ekstraktów oraz substancje konserwujące.

Główne składniki:
  • Sok z aloesu - posiada działanie ściągające, nawilżające, regenerujące i przeciwzapalne, działa również przeciwzmarszczkowo opóźniając wszelkie procesy związane ze starzeniem się skóry.
  • Ekstrakt z Centella Asiatica - wykazuje silne działanie antybakteryjne, przeciwobrzękowe, przeciwzapalne, leczące rany. Przyspiesza leczenie ran, oparzeń i zmian skórnych takich jak trądzik, opryszczka, pokrzywka.
  • Ekstrakt z lisci pędów bambusa - posiada działanie nawilżające i antyoksydacyjne.
  • Ekstrakt z ogórka - ma właściwości przeciwzapalne i napinające skórę oraz złuszczające martwy naskórek.

Pełen skład: Aloe Barbadensis Leaf Juice , Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Zea Mays (Corn) Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit Extract PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol.

Skład jest krótki i w miarę przyzwoity, choć posiada w sobie kilka substancji, które mogą wzbudzać niechęć i podejrzenia. Są to np. PEG-i czy Phenoxyethanol, czyli substancje dopuszczone do sprzedaży, ale budzące kontrowersje ze względu na swoje wątpliwie bezpieczne działanie. I choć sama raczej decyduję się w pielęgnacji na kosmetyki w pełni naturalne, to tu postanowiłam zrobić wyjątek, ponieważ dotychczas nie znalazłam godnego zamiennika dla tego żelu, a konserwanty i emolienty w sumie nie stanowią nawet 1% składu tego produktu (99% to żel z aloesu, resztę stanowią pozostałe ekstrakty oraz reszta substancji).

Podsumowanie
Żel jest niezwykle uniwersalny, a sok z aloesu nie jest jedynie mrzonką ze strony producenta, lecz pełnowartościowym produktem. Myślę, że sprawdzi się wielu osobom, ze względu na mnogość sposobów jego zastosowań, połączoną z łatwą aplikacją, przyjemnym dla oka opakowaniem, ładnym zapachem oraz przy tym wszystkim niewygórowaną ceną.

Cena: od 30 do 35zł.
Pojemność: 250ml.
PAO: 18m.
Dostępność: Drogerie Polskie, sklepy internetowe.