maja 03, 2017

Holika Holika: Aloe 99% Soothing Gel


Aloes jest nie tylko ładnie wyglądającą roślinką doniczkową, która idealnie dopełnia minimalistyczne wnętrza. Ten niepozorny sukulent ma niesamowicie dużo różnych zastosowań dzięki swoim leczniczo-zdrowotnym właściwościom. Napoje z miąższem z aloesu od dawna goszczą na sklepowych półkach, podobną popularnością cieszy się na rynku kosmetycznym. 

To częsty składnik kremów, szczególnie tych pod oczy, różnych toników i hydrolatów, a także uniwersalnych żeli. Jednym z nich jest Holika Holika Aloe 99% Soothing Gel. Produkt ten wyróżnia fakt, iż aloes stanowi niemal w pełni jego skład - nie jest on jedynie ledwie kilkoma kroplami w całym opakowaniu, które bardziej stanowią reklamę, niżeli rzeczywiście działają. 

Żel jest zamknięty w eleganckim opakowaniu na wzór liścia aloesu, wykonanym z grubego elastycznego plastiku, dzięki czemu możemy go zabrać ze sobą w podróż, nie ryzykując zalania garderoby.
 

Produkt
Holika Holika to koreańska marka, która zdobywa coraz większą sympatię i w naszym kraju, m.in. za sprawą właśnie żelu aloesowego. Zawiera on ekstrakt z aloesu pochodzącego z regionu Jeju w Korei. Według producenta łagodzi on zaczerwienienia, podrażnienia, doskonale nawilża i jest idealny dla każdego typu skóry.

Stosowanie
Producent proponuje nam kilka różnych zastosowań:
  • Twarz - jako krem nawilżający oraz produkt łagodząco-chłodzący, np. po opalaniu. 
  • Krem pod oczy - żel można stosować także pod oczy, ponieważ ekstrakt z aloesu działa rozjaśniająco oraz zmniejsza opuchliznę.
  • Włosy - jako serum do włosów, nakładane na wilgotne bądź suche końcówki.
  • Ciało - jako balsam do ciała, który nawilża, łagodzi, chłodzi i przyspiesza gojenie zmian.
  • Krem do rąk i stóp - żel z aloesu można aplikować także na suchą skórę rąk oraz tę popękaną na piętach.
Osobiście korzystam z kilku wymienionych sposobów. Nie używam żelu w formie balsamu do ciała, ani kremu do rąk czy stop, ponieważ jego nawilżenie jest bardzo delikatne. Świetnie natomiast sprawdzi się do twarzy, jednak nie jako krem, lecz bardziej tonik i baza pod produkt nawilżający. Traktuję żel jak serum, które łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia i przyjemnie chłodzi. Równie dobrze sprawdza się także pod oczami - nie mam co prawda klasycznych worków, mogę jednak śmiało powiedzieć, że regularnie stosowanie aloesu pod oczy sprawiło, że okolica ta jest dużo jaśniejsza, zmniejszyło się jej fioletowe zabarwienie. Jednak moim ulubionym sposobem stosowania tego żelu, jest wcieranie go w końcówki włosów. Część osób podchodzi sceptycznie do tej propozycji, ja jednak się w nim zakochałam - z olejkami łatwo jest przedobrzyć i wraz z nawilżeniem otrzymujemy pozlepiane i tłuste włosy. W wypadku ekstraktu z aloesu nie musimy się martwić o to, czy nabierzemy go za dużo - nie pozostawia on tłustego filmu, ani nie obciąża włosów, lecz cały się wchłania, pozostawiając je nawilżone, lekkie, sypkie i pięknie pachnące.

Aplikacja
Opakowanie posiada aplikator jaki możemy znaleźć w... ketchupie. To bardzo wygodne i bezpieczne rozwiązanie - nawet jeżeli nie domkniemy zatyczki, to żel nie wypłynie. Dodatkowo, jest ono oryginalnie zaplombowane, dzięki czemu nie musimy się martwić, że ktoś przed nami w sklepie już produkt otworzył...
   

Skład
W 99% stanowi go aloes, posiada on jednak w sobie jeszcze kilka innych ekstraktów oraz substancje konserwujące.

Główne składniki:
  • Sok z aloesu - posiada działanie ściągające, nawilżające, regenerujące i przeciwzapalne, działa również przeciwzmarszczkowo opóźniając wszelkie procesy związane ze starzeniem się skóry.
  • Ekstrakt z Centella Asiatica - wykazuje silne działanie antybakteryjne, przeciwobrzękowe, przeciwzapalne, leczące rany. Przyspiesza leczenie ran, oparzeń i zmian skórnych takich jak trądzik, opryszczka, pokrzywka.
  • Ekstrakt z lisci pędów bambusa - posiada działanie nawilżające i antyoksydacyjne.
  • Ekstrakt z ogórka - ma właściwości przeciwzapalne i napinające skórę oraz złuszczające martwy naskórek.

Pełen skład: Aloe Barbadensis Leaf Juice , Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Zea Mays (Corn) Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit Extract PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol.

Skład jest krótki i w miarę przyzwoity, choć posiada w sobie kilka substancji, które mogą wzbudzać niechęć i podejrzenia. Są to np. PEG-i czy Phenoxyethanol, czyli substancje dopuszczone do sprzedaży, ale budzące kontrowersje ze względu na swoje wątpliwie bezpieczne działanie. I choć sama raczej decyduję się w pielęgnacji na kosmetyki w pełni naturalne, to tu postanowiłam zrobić wyjątek, ponieważ dotychczas nie znalazłam godnego zamiennika dla tego żelu, a konserwanty i emolienty w sumie nie stanowią nawet 1% składu tego produktu (99% to żel z aloesu, resztę stanowią pozostałe ekstrakty oraz reszta substancji).

Podsumowanie
Żel jest niezwykle uniwersalny, a sok z aloesu nie jest jedynie mrzonką ze strony producenta, lecz pełnowartościowym produktem. Myślę, że sprawdzi się wielu osobom, ze względu na mnogość sposobów jego zastosowań, połączoną z łatwą aplikacją, przyjemnym dla oka opakowaniem, ładnym zapachem oraz przy tym wszystkim niewygórowaną ceną.

Cena: od 30 do 35zł.
Pojemność: 250ml.
PAO: 18m.
Dostępność: Drogerie Polskie, sklepy internetowe.



6 komentarzy:

  1. Porównanie zatyczki do tej od keczupu mnie po prostu położyło na kolana :D Muszę przyznać, że sama bym tego chyba lepiej nie ujęła - 100% prawdy. Mam go u siebie i nie wpadłam na to.

    Żel o którym piszesz to jak na moje kosmetyk tego roku. Miałam taką dość nieprzyjemną sytuację, kiedy to wylałam na siebie gar wrzątku i dość mocno poparzyłam sobie brzuch. Nie chcę nawet wiedzieć, jakby to wyglądało, gdybym nie smarowała go sobie tym cackiem. Nie dość, że rozjaśnił bliznę i praktycznie jej nie widzę- (doopalam się i będzie gitara :P) to jeszcze przynosił boskie uczucie chłodu. Pomyśleć, że miał wylądować na włosach... Haha :D Tak to jest, jak się od zawsze jest ofiarą losu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście bardzo niefortunnie i boleśnie z tym wrzątkiem :( Dobrze, że żel dał radę! Na pocieszenie powiem ci, że też jestem ofiarą losu. Kiedyś przyklejając sobie tipsy (to była moja metoda na oduczenie się okropnego nawyku obgryzania paznokci, szczęśliwie podziałało) jakimś cudem przykleiłam sobie tubkę kleju do kciuka. Odeszła, ale niestety z naskórkiem... Śmiesznie i boleśnie zarazem.

      Mi się sprawdza do włosów i skóry, ponieważ jakoś nie umiem dozować olejków, a cerę mam chyba w najgorszym możliwym wydaniu - naczynkową ze skłonnością do wyprysków, więc dwa okropieństwa naraz ;(

      Usuń
  2. Mnie też ketchup powalił. Kupiłam ten żel i testuję, na razie jest super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz równie zadowolona co ja i na dłuższą metę :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Same pozytywne opinie są na jego temat. Chyba tylko osoby uczulone na aloes nie byłyby zadowolone :P

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie! Na komentarze zawsze odpowiadam bezpośrednio pod postem. Będzie mi bardzo miło, jeśli mnie zaobserwujesz <3 Miłego dnia :)