piątek, 20 kwietnia 2018

Makijaż walecznej kobiety...? Makeup Revolution: Fortune Favours The Brave, Eyeshadow Palette


Dostałam tę paletę w prezencie i miło mnie zaskoczyła, bo prawdę mówiąc nie byłam do niej pozytywnie nastawiona - miałam kiedyś cienie z serii Iconic od MUR, ale szybko wylądowały w koszu przez niemiłosiernie suchą formułę, średni pigment i - co najgorsze - nierówne rozkładanie się cieni, tworzenie plam. Szczęśliwie z The Brave... jest inaczej, choć wciąż nie idealnie.

Cena tego produktu waha się od 40 do 50zł. 




Paleta zawiera 30 cieni do powiek, na które składają się maty, błyski i cienie marmurkowe. Paletę skomponowała brytyjska blogerka Jane Cunningham. Kolorystyka jest szeroka i uniwersalna. Znajdziemy tu beże, róże, fiolety, brązy szarości, odcienie złota, niebieskiego i zieleni. Jedna kasetka, a daje wiele możliwości - pozwala na stworzenie klasycznych dziennych i wieczorowych makijaży, a także ich bardziej niecodziennych wersji z kolorowymi akcentami




Kasetka została wykonana z dość wytrzymałego plastiku, a w środku umieszczono duże lusterko. Przydatna rzecz w podróży i dla osób, które lubią malować się trzymając lusterko wysoko, przy twarzy (sama należę do grona tych pochylających się przy stojącym na toaletce lusterku).

Do palety dołączono pędzelek o dwóch końcówkach - płaskiej i puchatej. Jak prawdopodobnie się domyślacie, nie jest najlepszej jakości, może być raczej opcją ratunkową... z braku innej opcji. 



Błyszczące i marmurkowe cienie jak na swoją cenę są dobrze napigmentowane, ładnie osiadają na powiece i nie tracą na intensywności. Niestety, co charakterystyczne dla tej marki, sypią się i pylą, ale w sposób jeszcze wybaczalny. Gorzej wypadają maty - są kruche i nietrudno uszkodzić je pędzlem. Mocno się pylą, więc z ciemnymi kolorami radzę uważać. Nie są tak dobrze napigmentowane, jak koledzy z blichtrem. Ale odcienie wciąż są widoczne. Jeśli miałabym je do czegoś porównać, powiedziałabym, że są lepsze od większości cieni z Lovely (np. Fabulous Kit) i Wibo, ale gorsze od fenomenu jakim są paletki Peach Desire i Choco Bons




Nie wiem, czy polecam tę paletę. Niby jest okej, ale nowe produkty MUR są ciekawsze i lepszej jakości. Jeśli jednak ktoś jest ciekawy, to uczciwie muszę przyznać, że da się nią pracować i przy okazaniu cierpliwości - osiągnąć zadowalające efekty. Na jej korzyść przemawia przede wszystkim bardzo uniwersalna kolorystyka oraz stosunek ilości i jakości cieni do ceny.
Udostępnij

17 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. To prawda, na moim Instagramie jest makijaz z ich użyciem, wypadły świetnie!

      Usuń
  2. Kiedyś mi się marzyła, ale jednak doszłam do wniosku, że raczej często bym po nią nie sięgała ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja sie zrazilam fo palet MUR po Flawless ale teraz bede testowac czekoladki a ponoc one sa najlepsze ze wszystkich cieni MUR, na ta jakos nie mam ochoty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra ma waniliową czekoladę i szczerze mówiąc ta The Brave jest lepsza.

      Usuń
  4. Raczej nie dla mnie :) Szukam jednak lepszej jakości, a kolory do mnie nie przemawiają :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super wygląda tta paleta, a kolory ma śliczne! :)
    Mój BLOG

    OdpowiedzUsuń
  6. Tej akurat nie mam, ale wydaje mi się że palety wydane jeszcze rok temu mają gorszą jakość niż te co są nowościami teraz. Przynajmniej tak zauważam po moich paletach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Swego czasu bardzo mnie kusiła, ale teraz już jakoś mnie nie zachwyca ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam 3 paletki mur -jedną starą czekoladkę, która ma bardzo słaby pigment i dwie nowe - pigment cudowny, ale trochę pylą. Jak na moje potrzeby wystarczy :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurczę no, wygląda fajnie i w ogóle jest ich dużo i tanio, ale nie lubię takich średniaków. Wolę jedną, droższą paletkę z niewielkim wyborem kolorów, ale taką, która zachwyca trwałością i łatwością użytkowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię próbować wielu różnych rzeczy i ciekawostek:) chociaż fakt, sama stawiam w codziennym makijażu na cienie dobre i trwałe, na co dzień towarzyszą mi Urban Decay i cienie Sephory, które trochę się sypią, ale mają intensywny pigment. Natomiast tańsze palety kupuje zwykle w bogatszej gamie kolorystycznej, bo nadają się do eksperymentów makijażowych, które potem umieszczam np. na Instagramie, a jednocześnie nie ma dzięki temu strachu, w której wydaje 250zł na paletę, której używam raz na ruski rok :D i ta do takich celów jest w sam raz. Poza tym są też osoby, jak np. moja siostra, które lubią cienie średnio napigmentowane, bo przy chwili pracy dają efekt (a nie raptem mgłę koloru na powiece), a jednocześnie nie grożą jedną wielką plamą, gdy ktoś nie ma dużych umiejętności lub przesadzi, bo zwyczajnie nie jara się aż tak makijażem:)

      Usuń
  10. Na pewno nie korzystałabym z odcieni niebieskiego i fioletowego, ale beże i brązy zawsze przykuwają moją uwagę. Jednak w takich sytuacjach nie widzę sensu kupowania tak dużej palety :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam tę paletę i bardzo ją lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba jednak zostanę przy czekoladkach :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie! Staram się odwdzięczać za wszystkie komentarze :)

Designed by Blokotek. All rights reserved.